Nowe Początki

Zaczyna się marzec. Przyroda budzi się z zimowego snu, słońce zaczyna mocniej przygrzewać, ludzie mają więcej energii. Dla mnie to jest prawdziwy początek roku.

Od kiedy pamiętam marzec był miesiącem początków w moim życiu. W marcu 2003r. rozpoczęłam związek, który zaowocował małżeństwem i dwójką dzieci. 20 lat później, również w marcu zakończyłam ten związek, wybierając w końcu siebie. Kolejny marzec znów był przełomowy – zakończyłam certyfikację i uzyskałam tytuł Hipnoterapeuty i tym samym weszłam na nową – nie nową drogę w moim życiu.
Kiedy w wieku 17 lat wchodziłam w związek, nie oglądałam się na to, co się kończy. Byłam podekscytowana i szczęśliwa nowym rozdziałem, który właśnie się zaczynał. Nie wiedziałam wtedy, że z czasem ten związek zmieni się diametralnie. Zabierze mi spokój i równowagę. Nie wiedziałam, że kochając mężczyznę, zapomnę kochać siebie.
Kiedy pierwszy raz podjęłam decyję o zakończeniu tego związku, spędzałam całe dni i tygodnie na rozpamiętywaniu tego, co chciałam zostawić za sobą. Po pierwszym odruchu, który był instynktem samozachowawczym (o czym wtedy jeszcze nie wiedziałam), przyszedł żal i lęk. Nie mogłam pogodzić się z myślą, że właśnie przekreślam kilkanaście lat wspólnego życia. Jego kochałam nadal bardziej niż siebie. I dlatego nie umiałam do końca odejść. Po tygodniach wewnętrznej walki znów wybrałam jego.
Wróciliśmy do siebie i bardzo szybko również na stare tory nieporozumień, kłamstw i obopólnego wyniszczenia. Jednak tym razem coś się we mnie zaczęło wybudzać, kiełkować. I ta mała iskierka we mnie nie pozwoliła mi zanurzyć się całkowicie. Poszłam na terapię. Pomimo ogromnego strachu, że jeśli poruszę jakąkolwiek część zbroi, w której się zamknęłam, rozpadnę się i już nigdy nie dam rady się poskładać. Poszłam na jedną, drugą. Zaczęłam przepracowywać traumy i zranienia. Zaczęłam poznawać i rozumieć siebie. Nauczyłam się obserwować siebie i swoje reakcje w różnych sytuacjach. Z początku było mi ciężko dowiadywać się, że moja osobowość składa się głównie z mechnizmów obronnych, że moje reakcje są absolutnie przewidywalne i spodziewane. Przeszłam kryzys tożsamości. A później… później zrobiło się lżej. Mogłam głębiej oddychać. Przestałam patrzeć na świat przez filtry, jakie nakładałam od dzieciństwa. Odzyskałam kontakt ze sobą, swoją sprawczość. Zaczęłam brać odpowiedzialność i świadomie sterować swoim życiem.

Kiedy ostatecznie zdecydowałam się zakończyć swoje małżeństwo, już nie oglądałam się za siebie. Nie rozpamiętywałam tego co było, co mogło być i co miało być, ale nigdy nie zaistniało. Przestałam trzymać się złudzeń i nadziei. Postawiłam na siebie. I nigdy od tamtej pory nie cofnęłam się o krok. Czy to znaczy, że się nie boję? Nie! Czy działam pomimo strachu? Tak! Inwestuję w siebie, dbam o siebie, kocham siebie. I nie oglądam się na to, co za mną. Z ciekawością i ekscytają odkrywam każdy nowy dzień.
Ty też możesz przekonać się, jakie to uczucie – uwolnić się. Wystarczy zrobić pierwszy krok. Jeśli nie masz na to siły lub odwagi, pozwól mi pomóc Ci je odnaleźć.

Przewijanie do góry